O pracy i pracowaniu

////
Wątek został przeniesiony z tematu o subskrypcjach gdzie bardzo szybko wyewoluował w rozmowy o pracy, pracowaniu itd. Niektóre rzeczy mogą wyglądać jakby były trochę od czapy, ale to dlatego, że zostały wyciągnięte w pewnym momencie z tamtego tematu. – @pawelorzech

////

Byłem kilka razy w Seattle. Ładne miasto. Przez tydzień siedziałem w Microsofcie - fajny mają campus. Raz miałem mega bolesny layover. Leciałem na Hawaje z NY przez Seattle, a LO przeciągnął się z planowanych 3h do 10, także cała podróż wyszła mnie tyle, jakbym kajakiem płynął :stuck_out_tongue:

3lajki

Prawda? :slight_smile: Nie pytaj.
Dla mnie Washington za zimny :slight_smile: Kocham Californię i chciałbym tam zamieszkać, ale małżonka jakoś się nie jara tym miejscem. ‘Nie rozumi’, że to właśnie tu, tu w bay area tyle fajnych rzeczy na tych zadupiastych miejscowościach się dzieje :smiley: Seattle chociaż ma większy tax z tego co mówisz, to Cali chyba jednak ma ogólnie wyższe ceny, szczególnie właśnie w bay area. Mieszkałem przez chwilę w Oakland i to było całkiem miłe miejsce, ale musiałem niestety jeździć do SF, a bay bridge był w przebudowie i można było w korku wydłubać sobie oko. Bliskość Berkley i tych wszystkich studentek jednak rekompensowały niedogodności :stuck_out_tongue:

1lajk

W ogóle nie jara mnie cali. Za gorąco, jeśli chodzi o klimat i za sztucznie, jeśli chodzi o ludzi.

To znaczy rozumiem całkowicie wszystkie argumenty jeśli chodzi o karierę i opportunities, ale to nie dla mnie.

To ja polecę coś innego, pewnie uznanego za kontrowersyjne. Mój przepis na spokojne życie stress free. Zakładając, ze nie żyjecie ponad stan, nie trackujcie niczego. Niech się Wam karty spłacają automatycznie co miesiąc i w ogóle tam nie zaglądajcie. Stan konta można czasem sprawdzić, ale poza tym nic. Wystarczy, ze wiecie, ze wydajecie mniej, niż zarabiacie. Wprowadzenie tej metody to jedna z moich lepszych decyzji życiowych. Serio.

2lajki

Dołącz do tego “płacenie sobie” na początku z każdej wypłaty tj. jak przychodzi kasa, to przelewy na wszystkie rzeczy potrzebne, potem odłożyć i zostawić sobie na życie. Wtedy to można faktycznie nie sprawdzać konkretnie.

Z drugiej strony… jak nie korzystam z czegoś, a kosztuje dwie-trzy kawy miesięcznie, to ja chyba wolę już te moje dwie-trzy kawy. Szkoda, żeby się marnowało.

I tak i nie :slight_smile: Wiesz… zawsze można zoptymalizować. Ja np nie lubię marnowania. Jak mam nadwyżkę to wolę zalicytować coś na WOŚP. Chociaż mogę sobie na to pozwolić to bardzo mnie wkurza to, że wywalam w zasadzie jakby nie patrzeć kilka tys USD rocznie. 5 lat bzdurnych subów i Mac Pro w dobrym konfigu :smiley:

1lajk

U mnie to tak w sumie działa, bo mi się automatycznie XX% wynagrodzenia przesyla na savings. Reszta idzie na konto główne, z którego spłacają się karty. A większość płatności jest chargowanych na kartę, wiec tak jakby spłacają się automatycznie.

Tyz prawda. Ale ja akurat to co subskrybuje i za co płace kontroluje, po prostu nie wchodzę co chwile j nie sprawdzam, ile mnie to kosztuje. Bo ok, mogę sobie abo za tv obniżysz dajmy na to o 23 dolary ale wtedy będę musiał piracić The Walking Dead. Wiec odpuściłem już taka spine i jest super.

jasne. Ja u siebie zauważyłem jednak już niepokojący stan subskrypcji. Trzeba wprowadzić stop lossy :slight_smile:
A tak swoją drogą to za chwilę będę chyba podążał drogą @6ghost9 z własną działalnością, więc korporacyjny fiber z hajsem może wreszcie się skończy i złapię życiowego byka za ja… rogi! :smiley:

1lajk

Nie polajkuje, bo praca na siebie to mój największy koszmar, którego aż do emerytury mam zamiar uniknąć :stuck_out_tongue:

2lajki

hehe :slight_smile: ja natomiast już mam dość korpo. Za długo i za intensywnie :slight_smile:

3lajki

Magier Fakier! :smiley:

2lajki

Trochę off topic ale ja już w życiu pracowałem i jako freelancer i w korpo i w małych firmach i aktualnie na b2b (czyli omijanie zatrudnienia przez firmę) i aktualnie szukam korpo na umowę bo córka w drodze i fajnie by było móc tacierzyński wziąć a na b2b nie ma takich fanaberii.

2lajki

Korpo jest super, jak się znajdzie dobre korpo.
U mnie jest tak, ze na samym początku zaznaczyłem, ze planuje pracować osiem miesięcy w roku, ale wykonywać w tym czasie targety za cały rok. Nie było żadnego problemu. I mam normalnie płacone za cały rok, miesiąc w miesiąc z bonusami i wszystkim. Oczywiście o ile dotrzymuje mojej strony umowy.
Mam czasem wrażenie, ze duża cześć ludzi narzekających na korpo wzięła pierwsza prace, która ich po studiach chciała i się tam zasiedziała. I zamiast znaleźć „swoje miejsce” to siedzą na Twitterach i się licytują, kto ma dupę bardziej posiniaczoną od dymania przez managera.

4lajki

Dokladnie. Wszystko to tak naprawde kwestia jaka korporacja.
Pracowalem w kilku. Jedne gorzej inne lepiej. Problemami ogolnymi jest bezwlad decyzyjny. Co irytuje czasami okrutnie. Ale narzekac nie moge, kasa zawsze byla :slight_smile:
Teraz pracuje nie w korporacji, ale naprawde ogromnej firmie prywatnej. Oddzialy na calym swiecie i tak dalej. Ale to nie korporacja. Nie ma akcjonariuszy i tak dalej.
Powiem szczerze ze to jedno z najlepszych miejsc w jakich pracowalem. Jak sie u nich nic nie zmieni, to planuje zostac na dluzej :smiley:

1lajk

Ja mam potrzebę zrobienia czegoś swojego. W korpo stykam się codziennie z problemam natury przedziwnej. Na pewno normalności nie pomaga to, że nie pracuję na stanowisku, które nie pozwala mi na rzucenie roboty na kilka miesięcy. To są raczej wysokie stanowiska menedżerkie, które idą w parze z dość dużym ciśnieniem, a przez to stresem. Oczywiście wynagrodzenie jest proporcjonalne, ale ja - każdy ma gdzie indziej poprzeczkę - zaszedłem w taki punkt, że wolę zarabiać mniej :slight_smile: kupowanie samochodów sportowych to nie mój styl, a czas który miałbym spędzić w robocie albo na myśleniu o robocie wolę spędzić z synkiem.

Ostatnio dostałem kosmiczną propozycję dołączenia na fajne stanowisko do NY z gabinetem z widokiem na manhattan, ale trzeba podpisać niewolniczy, niepisany cyrofgraf - w pracy jesteś zawsze i staje się ona Twoim życiem. Ambicja mówi - dawaj, ale patrzysz na tego małego, bezzębnego brzdąca, który uśmiecha się całym sobą i nie mógłbyś zrobić tego ani jemu ani sobie. Jakby mi zapłacili za rok 15 mln USD to bym poszedł, ale tyle nie chcieli :stuck_out_tongue: Zmarnowałbym rok, ale potem bawilibyśmy się przez kolejne kilkanaście lat :smiley:

4lajki

Kurde, mi to nawet takich kontraktów nie proponuje nikt :frowning:
Trzeba było mieć jakąś złodziejską pracę typu manager czy polityk a nie w informatykę iść :stuck_out_tongue:

ja zajmuję się technologią, więc nie wiem o co chodzi :smiley:
A tak na poważnie to myślę o odpaleniu właśnie jakiegoś fintecha swojego. Uda się albo nie.

A co do propozycji… to one same się nie pojawiają dlatego, że jestem w czepku urodziny tylko w jakiś sposób dałem się poznać. Chociaż na ogół to jest często łut szczęścia połączony z kontaktami. A tak sięgając pamięcią… to jest jeszcze jedna rzecz - rzucanie się poza strefę komfortu. Jeśli robisz to odpowiednio dużo razy, to jakiś owoc z tego jest. Niektórzy siedzą w firmie X 20 lat i czekają na super oferty. Jeśli siedzisz długo w Apple, Intelu czy NASA to może super oferta sama Cię znajdzie, ale jak pracujesz dla firmy z “Pabianic” tu wstaw nazwę miejscowości to szanse są małe

2lajki

Ja tam bym poszedł w takie coś za 10 mln :slightly_smiling_face: