🥟 Tęsknota na emigracji

Hello world!
Jako że zauważyłem że jest tu dość sporo ludzi którzy z własnej woli (oby) opuścili ojczyznę i żyją poza jej granicami. Chciałbym poddać do dyskusji temat tęsknoty.

Za czy najbardziej tęsknicie? A za czym wręcz przeciwnie. Czego nie możecie odnaleźć w nowy miejscu a było dla was normalne w Polsce. Planujecie powrót?
I może czego najbardziej by wam brakowało po powrocie do Polski.
Temat raczej otwarty i dowlony zapraszam do dyskusji :slight_smile:

3lajki

U mnie dopiero niecałe 6 lat poza Polską, ale wyjeżdżałem z nastawieniem że nie wrócę, a teraz jestem tego tylko jeszcze bardziej pewny. W Bangkoku mam życie jak w raju, cały rok mogę chodzić w klapkach, w sklepach wszyscy zawsze uśmiechnięci, wybór znakomitego jedzenia nieskończony, warunki mieszkaniowe na takim poziomie, że w Polsce jest właściwie nieosiągalny, ceny zbliżone do polskich a nie japońskich itd. Jakbym miał się przeprowadzać, to Polska byłaby na bardzo nisko na mojej liście miejsc do zamieszkania. Brakuje mi dwóch rzeczy - pizzy serowej z mojej ulubionej pizzerii i pierogów z mięsem z mojej ulubionej pierogarni (no i może jeszcze rolady). Ale na pewno z tego powodu w Polsce nie zamieszkam :). Już sama polska pogoda to absolutna dyskwalifikacja.

3lajki

Bardzo dobry temat, szczególnie, że mam różne przemyślenia po “miesiącu miodowym” w UK, który trwał 9 miesięcy. Teraz już nie mam różowych okularów i widzę pewne rzeczy, które mnie bolą.

Napisałem parę słów tutaj: Brexit - co o nim myślicie? ale się teraz rozwinę.

Najbardziej brakuje mi miejsc, rytuałów i stylu życia, który prowadziłem w Warszawie. Wyjechaliśmy do Uk nie z powodów ekonomicznych tylko, żeby coś “zmienić”. Ja zawsze chciałem mieszkać w Londynie, a Magda chciała pomieszkać w miejscu, gdzie mówi się po angielsku. Londyn był naszym jedynym/pierwszym strzałem. Ale nie jest tak różowo jak mogłoby się wydawać. W sensie - nie jest tak, że żałujemy albo musimy nieźle uważać na wszystko, żeby przeżyć. Nic z tych rzeczy.

Po prostu brakuje nam rzeczy, które w PL były standardowe. Mieszkania były dużo nowsze - można było mimo wszystko mieszkać blisko pracy w nowym, nowoczesnym mieszkaniu. W Londynie nie jest to standardem - większość mieszkań mimo wszystko jest starych. Nie ma tutaj (a przynajmniej nie widuję w mojej okolicy) miejsca, do którego chciałbym przyjść rano na śniadanie i rozpocząc tak dzień. Lokale śniadaniowe często i gęsto wyglądają mało zachęcająco - w Warszawie było o to dużo łatwiej. Są takie rzeczy jak internet (światłowód!) itd. które w PL po prostu działają lepiej z wielu względów.

Brakuje mi pójścia nad Wisłę z piwem. Brakuje mi tournee po Nowym Świecie. Brakuje mi znajomych z Warszawy. Brakuje mi możliwości wyjazdu do mamy albo do Magdy babci kiedy tylko mamy ochotę

Nie wiem czy wrócę albo kiedy, nie chcę sobie ani nikomu innemu robić obietnic albo coś - jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji, że nie musimy bać się o pracę i nie mamy też zobowiązań, które sprawiają, że jesteśmy gdzieś uwiązani. Dlatego jak będziemy chcieli - możemy wrócić / wyprowadzić się gdzieś indziej.

Gdybym wrócił do PL najbardziej z UK brakowałoby mi pewno znajomych, których mam tutaj (chociaż nie ma ich wielu), konkretnych lokali z konkretnym jedzeniem i języka angielskiego. Ja uwielbiam, UWIELBIAM to, że tutaj mówię całe dnie po angielsku. Od zawsze kochałem ten język! :slight_smile:

4lajki

Zbliża się koniec piątego roku w Pradze. Najbardziej brakuje mi polskiego chleba.

Jako że przez ostatnie lata przed wyjazdem dużo się przeprowadzałem, i tak miałem poszarpany kontakt z przyjaciółmi i do tego już chyba przywykłem. Zresztą jestem w takim wieku że większość znajomych ma już rodziny, dorastające pociechy i generalnie dużo mniej czasu na zabawę.

Do rodzinnego Krakowa mam 500km, ale że nie mieszkałem tam tak naprawdę od 2008 roku to już trochę nie jest moje miasto. Jak przyjeżdżam to czuję się jak turysta, mimo że pierwsze 20 lat życia przemieszkałem 200m od Wawelu.
Praga na szczęście to taki Kraków bez smogu i z lepszą komunikacją miejską.

Na pewno ułatwia mi też cały pobyt tutaj fakt że poznałem tu moją obecną partnerkę (pochodzi z Mołdawii), zdecydowaliśmy się kupić mieszkanie tutaj itd.

Natomiast przez takie trochę nomadyczne życie, nie mam wielkiego przywiązania do miasta. Jak przyjdzie nam ochota przeprowadzić się na zachód - zrobimy to. A jak przyjdzie oferta z Azji to też się zastanowię. Minimalizm i zbytnie nieprzywiązywanie się do rzeczy w życiu ułatwia takie decyzje.

Do Polski mnie nie ciągnie. To co się tam dzieje obecnie to nie jest środowisko dla mnie.

1lajk

13 lat w UK, życia w Polsce do końca nie zaznałem, tzn pracowałem tam, ale nie wynajmowałem sam mieszkania, nie musiałem płacić rachunków i nie było to na mojej głowie, nie byłem tam zdany sam na siebie, tutaj natomiast sprawa wyglądała zupełnie inaczej, od kiedy tu jestem ilość znajomych można policzyć na palcach jednej reki, albo nawet połowie :smiley: , rodziny tutaj zero, życie wyglada inaczej, toczy się inaczej, nie chodzi o to że się alienuje czy stronie od ludzi, po prostu tu jest inaczej, nie przypadają mi do gustu fałszywi Anglicy czy inne narodowości, Polaków znowu jest jak na lekarstwo, dzieci tutaj nie bawią się na podwórku jak w Polsce, a mam obecnie córkę i do czasu jej narodzin były inne priorytety, inne myślenie, żyło się z dnia na dzień, a teraz myślę o tym do jakiej szkoły pójdzie, z kim się będzie wychowywać, jakie będzie mieć dzieciństwo i dochodzę do wniosku że chyba lepiej będzie jej w Polsce, a jak podrośnie to sama zdecyduje gdzie chce mieszkać :wink: .

Tęskni się za pogodą, tak dokładnie, pogodą, akurat zimy w Polsce wcale mi nie odpowiadają i wolę zimę tutaj, ale jak tu przychodzi lato i pada codziennie przez miesiąc (taki był czerwiec np) i to pada tak że można kajakiem pływać a słońca nie widać przez kilka dni z rzędu to odechciewa się wszystkiego i tęskni za Polskim latem, tęskni się też za rodziną, rodzice młodsi już nie będą, ja przez 13 lat przywykłem do tego, zaakceptowałem ale moja żona jest tu krócej i nie na takim etapie. Fakt w Polsce czuję się trochę jak turysta, jakoś tak dziwnie i nieswojo, ale to normalne jak spędzam większość czasu tutaj, jednak UK nigdy nie było i nie będzie moim krajem, nie czuje tego, nie czuje się jak u siebie, nikt nie wytyka nas na ulicy, ale to nie jest to, zawsze jest coś co o tym przypomni, jakaś sytuacja, jakaś rzecz. Tęskni się za wieloma rzeczami i można o tym długo pisać i jak mówię wcześniej były inne priorytety a teraz spojrzenie też inne. Nie chce mi się już przeprowadzać kolejny enty raz, przez 13 lat było tego znacznie za dużo, mam dość, starzeje się i chce osiąść na miejscu trochę. Jest plan powrotu i wiem że to będzie ciężki powrót po takim czasie, to będzie mocne zderzenie ze ścianą i będzie pewnie brakować pewnych rozwiązań do których człowiek jakoś się przyzwyczaił, takich prostych jak chociaż by Amazon, rejestrowanie auta, płacenie rachunków, podatków, załatwianie pewnych spraw, takich małych drobnych rzeczy, które często są tu fajnie rozwiązane.

1lajk

O tak, jestem tutaj krótko, ale już widzę, że więcej rzeczy można w ten sposób sensownie załatwić. O podatkach praktycznie nie myśle, bo wszystko jest załatwione. Właściwie dużo rzeczy się totalnie mega szybko załatwia. Chociaż - uwaga, powiem to - służba zdrowia mam wrażenie, że szybciej działa w PL niż tutaj.

Taka sytuacja:

Jadę autem z teściem, teść pyta o auto przed nami, odpowiadam że to rocznik 2018 a on zdziwiony skąd wiem, więc tłumaczę że tu się nie zmienia tablic, są przypisane do auta i mają odpowiednie numery które sugerują rocznik, że nie trzeba odstać w kolejce do urzędu po tablice. Zdziwienie i komentarz że to głupie bo nie wiadomo czy gość to Warszawiak czy z Łodzi (lepszy czy gorszy kierowca) :smiley: :roll_eyes:

Cytat
O tak, jestem tutaj krótko, ale już widzę, że więcej rzeczy można w ten sposób sensownie załatwić. O podatkach praktycznie nie myśle, bo wszystko jest załatwione. Właściwie dużo rzeczy się totalnie mega szybko załatwia. Chociaż - uwaga, powiem to - służba zdrowia mam wrażenie, że szybciej działa w PL niż tutaj.

tak o podatkach się nie myśli właśnie dlatego że robi to pracodawca więc spoko, ludzie są bardziej ufni i wierzą więc nie trzeba w tych wszystkich urzędach tony pieczątek i stempli, wystarczy telefon, mail, online czat, co do NHS z tym bywa różnie, idziesz do GP i o lekach możesz zapomnieć, antybiotyk to już luksus (akurat do tego nic nie mam), placówki często są przepełnione i z grypą do GP możesz czekać tydzień, kiedy akurat Ci przejdzie i nie ma po co iść :smiley: a jakieś większe wizyty to mam małe doświadczenie na szczęście ale tyle co mam to dostajesz np list z datą wizyty, a jak godzina i dzień Ci nie pasuje to czekasz na kolejny list i taka troche loteria :smiley:

14 lat w UK. nie ze musialem wyjechac, po prostu chcialem. Chcialem cos zmienic zawodowo, pojsc bardziej w dzialke ktora mnie interesuje a nie jak w tamtych czasach - jestes informatykiem to umiesz robic wszystko. To mnie przestawalo bawic, bo zadnej dzialki tak naprawde nie znalem. W UK jest inaczej. Moge skupic sie na tym co chce robic. Byc moze teraz w PL tez ale nie mam ochoty testowac.
Co do tesknoty to nie mam zadnej. Ale w sumie nie mam rodziny, wiec nic mnie nie trzyma. Po tylu latach w UK nie moge powiedziec ze mam jakichs bliskich znajomych w Polsce. Bo wszystkie znajomosci wygasly naturalnie.
Nie mam jakos duzo znajomych w UK, ale mam kilkoro i sa to naprawde swietni ludzie.
Jestem z Gdanska, mialem prace, mieszkanie i tak dalej wiec w sumie moge porownac normalne rzycie tam i tu. teraz mieszkam niedaleko Oxfordu. nie w samym bo przestalo mnie bawic mieszkanie w miescie. Mieszkam w malej wiosce jakies 12 mil od Ox. I jestem bardzo zadowolony. Cisza i spokoj. Zielono za oknem.
Co lubie w UK? bylem zszokowany jak latwo sie tutaj zalatwia wszystkie sprawy oficjalne. Przez ten caly czas bylem zmuszony tylko jeden jedyny raz pojsc do urzedu. po to abu odbyc wywiad i otrzymac NIN (National Insurance Number). Takie cos jak PSL i NIP razem wziete? Od tamtego czasu wszystko przez telefon, internet eventualnie poczta. Prawo jazdy, przerejestrowanie auta, podatki, cokolwiek wymyslisz to mozna zalatwic w ten sposob.
Ludzie mili i usmiechnieci (w wiekszosci). Nigdy nie spotkalem sie z wrogoscia wobec mnie lub mojej rodziny. Wrecz przeciwnie, zawsze bylismy traktowani dobrze.
Moja corka mowi lepiej po angielsku niz po Polsku (wiekszosc zycia spedzila tutaj). i to nie dlatego ze jestesmy bardziej posh od anglikow. Po prostu po polsku rozmawia tylko w domu. reszta to angielski, szkola, znajomi, radio, telewizja. po prostu zycie. Wiec sie nie dziwie ze jej pierwszy jezyk to angielski. Uwazam i tak ze mimo wszystko mowi swietnie po polsku. bez akcentu i nalecialosci. Mowi, czyta, pisze. Nawet GCSE zrobila jezyk Polski jako dodatkowy. Sama z siebie, bez zadnego przymuszania.
Nawet pogoda mi sie w UK podoba, wlasciwie moge jezdzic caly rok motocyklem bez wiekszych problemow. Zimo nie za zimno, latem nie za goraco. W tej czesci UK w jakiej mieszkam to deszcze nawet nie przypominaja tego co mialem w Gdansku :smiley:
Czego mi brakuje? Oprocz porzadnego internetu (brytyjczycy sa z 20 lat za polska w tej dzeidzinie) to chyba niczego. Jak mi sie cos przypomni to dorzuce.
Czy wroce? Do Polski nie. Raczej inny kraj w razie czego poszukam.
Jak jezdze do PL to czuje sie nawet w rodzinnym miescie jak pelnoprawny turysta. jest juz calkowicie inaczej dla mnie.

Co do powyzszego to nie wiem. Ja na NHS nie moge narzekac. Poza tym nie wiem jak inni ale ja od mojej pierwszej pracy mam zawsze dodatkowo prywatna opieke medyczna w pakiecie, dla siebie i rodziny. Tak wiec oprocz wizyty u GP o musze, pierwsze slowa jakie padaja z moich ust to - I have private medical care. I po tym rozmowa jest juz zupelnie inna. Wiec tak naprawde nie wiem do konca jak dziala NHS.
A wlasnie. Opeka dentystyczna to masakra. Ceny z kosmosu i metody jak za komuny (amalgamatowe plomby, korony ze stali i tak dalej) jak chcesz lepiej to plac ciezka kase. Ostatnio musialem korone zrobic. oplacalo mi sie bardziej poleciec do PL i tam zrobic. Powaga, koszt podrozy i dentysty, byl mniejszy niz taka sama usluga w UK.

O tak, tak! Dokładnie to. Właśnie przed chwilą ten temat u nas był grany. Nie korona, ale zwykła plomba. Na szczęście znaleźliśmy polskiego, dobrego dentystę w Londynie i wszystko sprawnie załatwione w cenach podobnych do PL (no, trochę drożej, ale nie na tyle drożej, żeby opłacało się wracać do PL robić zęby).

Ceny usług w UK są ogólnie wysokie :wink: a specjalistów to już tym bardziej.

W ogóle ceny w UK są wysokie. W sensie - są proporcjonalne do zarobków, ale mimo wszystko droższe. Często przy dyskusji mówię, że funt ma dużo większą moc zakupową niż złotówka - to jest prawda. Ale przy usługach to zupełnie nie ma zastosowania. Tak jak za jedną pensję mogę kupić parę iPhone’ów, to zębów zrobię tyle samo co w PL :smiley:

Zgadza sie ze uslugi sa drogie w UK. Ale z drugiej strony, ceny uslug i jak male firmy musza kombinowac w PL zeby przezyc to juz ekstremum.
ja zawsze uwazalem ze jezeli ktos sie uczyl i jest specjalista w jakiejs dziedzinie to powinien moc godnie zarobic za swoja wiedze, bo dlaczego nie?
Dlaczego informatyk ma zarabiac 5 razy wiecej niz mechanik samochodowy? Bo mechanik pracuje w smarach i jest brudny? tez musi miec wiedze, tez musi znac sie na elektronice, elektryce i tak dalej. To dlaczego ma byc traktowany znacznie gorzej?

3lajki

Ja to zawsze tłumaczę tak, jak ktoś przyjeżdża i zaczyna przeliczać mówiąc że to czy tamto jest drogo i “u nas” można kupić taniej: zapomnij o walucie, nie myśl funt nie myśl złoty, po prostu patrz na cyferki , czyli powiedzmy zarabiasz 2000 średnio, pytanie teraz ile za te 2000 opłacisz w Polsce i kupisz, a ile tutaj, bo jeśli np tutaj zatankowanie auta będzie Cię kosztować 50 i masz pełny bak, tak w Polsce za 50 zdążysz wyjechać ze stacji benzynowej :wink: (w mocnym uproszczeniu oczywiście)

1lajk

Absolutnie tego nie krytykuję, zwracam tylko uwagę na to, że faktycznie - jest jak mówisz.

O, tak, jest tak!

1lajk

Ale faktycznie dentysci to jest jakis wyjatek. nawet w przeliczeniu na funt to ich uslugi sa kosmicznie drogie. To jest jedyna anomalia jaka znalazlem. Reszta jest moim zdaniem calkiem OK zbalansowana

ludzie niepotrzebnie to przeliczają i później gadają głupoty jakie to są tu ceny wysokie czy niskie, a tu zwyczajnie chodzi o to że łatwiej jest zarobić na pewne rzeczy bo ta wartość pieniądza jest inna. Idąc do sklepu i robiąc zakupy za 50-60£ na tydzień jakoś mnie to nie boli, bo to jest 50-60 (nie patrze czy to funty czy inna waluta, po prostu cyfry) za to w Polsce za 50-60 mam wrażenie że zrobię zakupy na max 2-3 dni.

1lajk

Nie dziwię się, też nie lubię jak deszcz pada przez cztery miesiące…

Zależy. Moja żona w UK na rezonans dostała się w kilka dni, w PL miała termin na trzy lata więc… :slight_smile:

Ja zawsze mówiłem, że jakby w UK była pogoda jak na południu Hiszpanii to samych Polaków było by z 5x tyle :sunglasses:

To jest w sumie to co mi osobiście przeszkadza, do reszty rzeczy na który ma się większy lub mniejszy wpływ można się przyzwyczaić.

A do Polski to może na emeryturę? :smiley:

1lajk

Ja mam niecny plan znaleźć w którymś momencie życia w pełni zdalną robotę i kupić coś małego np w Walencji. Pyszne żarcie, w zimie temperatura 15°C, morze, palmy, parki. Taki target na za 10-12 lat.

2lajki

Mój kolega z pracy dokładnie tak pracuje. Zdalnie. Z Walencji. Mówi, ze jest super.

1lajk