Poziomy trudności oraz co wkurza w Xboxie (część 2) | Nagrany Podcast #21

:video_game: Rozmawiamy o swoich frustracjach związanych z działaniem Xbox Series X (ciąg dalszy). Później zdradzamy na jakim poziomie trudności zwykle zaczynamy grę. Czy „easy" to powód do wstydu?

:+1: Zasubskrybuj nasz kanał i bądźmy na bieżąco!

:speaking_head::microphone: Słuchaj nas także w formie audio tutaj:

:envelope_with_arrow: Dołącz do newslettera i oglądaj nasz podcast przed premierą: http://eepurl.com/hol_rP

W środku:
00:00:00 - Intro
00:01:42 - Xbox wkurza Wojta
00:27:27 - Jaki poziom trudności?
01:23:07 - Outro

Pozdrowienia dla wszystkich, którzy czytają opisy odcinków do końca. Jeśli jesteś tutaj, wpisz w komentarzu: Gram na…

2 polubienia

W Zeldzie nie miałem wrażenia że jest trudno (ale nigdy nie zrobiłem tej próby miecza z DLC, chociaż miałem co najmniej 5 podejść), kumpel grający dużo, ale casualowo też przeszedł fabułę i wspomina znakomicie, więc wydaje mi się, że trzeba było spróbować najpierw z innym bossem, bo kolejność jest chyba dowolna, ale itemy zdobyte po drodze bardzo ułatwią starcia. A Zelda to jedno z największych osiągnięć ludzkości, więc warto dać jej szansę.

Od dawna wiele gier mnie nudzi - nie mam satysfakcji ze zdobywania nowych przedmiotów, skilli itd. Wysnułem wniosek, że obecnie bardzo często normal jest tym, czym w starych grach było easy. I to dobrze, bo dzięki temu osoby nieradzące sobie dobrze w danym gatunku też mają szansę przejść grę np. dla samej historii.

Jak odpalę hack&slasha albo RPG na normalu, to najpewniej zasnę grając w to, a już na pewno stracę całą radochę ze zdobywania lepszych przedmiotów i leveli, bo w takie gry wbiłem mnóstwo godzin, a w nich się nie liczy typowy skill, tylko właśnie bardziej doświadczenie i rozumienie jak budować postacie. Ale wciąż są gry gdzie normal daje wyzwania (w Control jest ekstra) i irytuje mnie, że nie wiem jak jest akurat w danej grze. Może istnieje jakaś strona, która to wyjaśnia dla wszystkich tytułów?

Ostatnio chodzi mi mocno po głowie, żeby w Diablo 2 Resurrected grać postacią hardcore, czyli śmierć = całkowity koniec, niczym kasacja postaci. Ale to gra, w której ginięcie jest normą i wiem, że zginę i będzie frustracja, a jak śmierć nastąpi po miesiącach gry, to tylko jeszcze gorzej. Ale jednocześnie gracze są bardziej pomocni, jest nastawienie na przygodę przy przechodzeniu fabuły, a nie tylko na wbicie jak najwyższego levelu i taktyka gry będzie zupełnie inna, a tyle grałem w Diablo 2, że chyba właśnie tego hardcore potrzebuję i wiem, że będę tego żałować ¯_(ツ)_/¯

4 polubienia

Kurde, im więcej o tym myślę, tym bardziej Horizon Zero Dawn wydaje mi się opcją na tryb Story…

2 polubienia

Horizon ma najfajniejszy system walki z wszystkich takich gier. Każdy przeciwnik ma jakiś słaby punkt i w zależności jakie części mu się zniszczy, to straci jakieś swoje mocne strony/skille. Dzięki temu walki były interesujące, a jak się poznało te słabe punkty, to w moment się wygrywało. Na easy ten aspekt gry przestanie mieć znaczenie, więc jak nie chcesz sam rozgryzać działania przeciwników, to proponuję sprawdzenie na YT tych słabych punktów. W dzienniku/bestiariuszu chyba też są wypisane. Ale jak nie lubisz tego systemu walki, to na pewno easy będzie spoko. To za dobra gra, żeby jej nie skończyć. Dla mnie to najlepsza gra singlowa wielu lat. Poza tym jest w niej uber zbroja, która się w moment regeneruje, ale nie wiem czy przed końcem gry da się ją zdobyć. W DLC nie jest przegięta, ale w podstawce ułatwia bardzo.

Ja tylko powiem, ze w taki sposób się możesz od gry odbić, bo historia jest dobra, ale nie aż tak dobra żeby sama grę udźwignąć jak się mechanikę oleje. Jednak poczucie ze jesteś świetna myśliwą, która tylko dzięki sprytowi i Poznaniu świata klepie te wielkie mechaniczne bestie jest tym co czyni te grę dobrą.

A jeśli chodzi o trudność, to jestem dość specyficznym przypadkiem, bo souls like nie lubię. Odbijam się od tych gier jak nie wiem. Z drugiej strony wiedźmina, assasiny, Tsushimy przechodzę na maksymalnym poziomie trudności, inaczej z moim instynktem zerowania mapy zanim się pójdzie w fabule, gra się robi samograjem. Ale tutaj tez ważne jest chyba, żeby zaznaczyć ze ja od dawna jestem min maxerem jednak. Jak gra daje mi możliwość robienia buildu to będę kombinował jak mogę, żeby był to build potężny.

Coś tam, coś tam, że ładni jesteście… Nawet w Pocet Casts.

Dzięki panowie za destygmatyzację poziomu easy w grach. Sam gram najczęściej na tym poziomie, bo che grę przejść, poznać historię, dobrze się bawić. Od wkurzania i irytacji mam inne dziedziny życia. Konsola to ma być zabawa. Challenge może i jest spoko, ale jak się gdzieś w grze zatnę to mam tendencję do jej porzucania, chyba, że mnie na prawdę mocno wciągnie. Jeśli już ma mnie gra sprawdzać, to bardziej na rozkminkę i kombinowanie a nie na szybkość i wytrzymałość w naparzaniu. Pod tym względem z łezką w oku wspominam Silent Hill z oddzielnym poziomem trudności na walkę i oddzielnym na zagadki w grze. Zawsze pierwsze szło na Easy, a, drugie na medium albo hard (nigdy nie próbowałem very hard)

Wyjątkiem są chyba tylko wszystkie assassyny. Serię uwielbiam, ale uważam ją za dosyć casualową (dla mnie to żadna wada ale dla innych to może być nudne bo mało wymagające). W tej serii gram zazwyczaj na średniaku bo to w moim odczuciu odpowiada easy w innych grach.

HZD również kocham, kilka razy podczas gry opadła mi szczęka, ale ja mam takie skrzywienie, że uwielbiam wizje post apokaliptyczne. W TLOU zdarzało mi się gdzieś stanąć i dłuższą chwilę rozglądać podziwiając ruiny Bostonu. Nawet w realnym świecie tak mam, że sobie czasem usiądę na ławce w parku z kawą w ręku i patrząc na okoliczne budynki zastanawiam się jak wyglądałyby lata po zniknięciu ludzi.

Nie pamiętam jednak na jakim poziomie przechodziłem Horizon ale zakładam, że był to easy, raczej nie story.

GTA V, jak na grę bez wyboru poziomu trudności zaskoczyło mnie wyważeniem, bardzo dobrze mi się grało, przeszedłem singla kilka razy. Kiedyś slyszałem, że gra miała mieć płynny poziom trudności. Jak sobie przez dłuższy czas nie będziesz radzić to gra sama obniży poziom. Nigdy nie znalazłem potwierdzenia wiec nie wiem na ile jest to miejska legenda. Może zamiast tego jest ta opcja pominięcia kawałka misji jak go zawalisz kilka razy z rzędu.

Aaa… No i ta zmiana działania przycisku PS w DualSense tez mnie wkurza, nie ma to sensu i uzasadnienia i ciągle mi się myli. Co do ściągania aktualizacji w standby to nie wiem, bo przez to nawalanie diodami po oczach zacząłem konsolę wyłączać zamiast usypiać.

Sorry, że się tak rozpisałem, już sobie idę…

3 polubienia

Fajnie, że tak rozbudowanie piszecie. Naprawdę fajnie.

Dobra, dam temu Horizonowi szanse na poziomie drugim od końca, a nie tym najniższym.

Sam mam tendencje do budowania ekwipunku bardziej niż mi to przydatne, ale to dla zapewnienia sobie przewagi i uniknięcia frustracji z porażek.

Jednak czyszczenie map na 100% jest nie dla mnie. Po prostu myślę sobie, że jest tyle gier. Tyle wątków. A poboczne misję często są słabsze niż główne. Żałuję że nie zrobiłem tego w większym stopniu chyba tylko w Wiedźminie i Red Dead Redemption 2.

3 polubienia

Gram głównie w mniejsze gry, podczas których, gdy już poznam mechanikę, mogę grać słuchając audiobooków i podcastów (np. Dead Cells, Hades). Jednak wiadomość, że niedługo po premierze Cyberpunka liczba graczy spadła poniżej liczby Wiedźmina 3, który znowu nabrał popularności, spowodowała, że w końcu postanowiłem spróbować tego narodowego dobra.

Grałem na normalu i natrafiłem na kryzys z głównego wątku w postaci samoleczącego się skurczybyka wilkołaka. Wiedziałem, że przydałby się wyższy poziom postaci, ale wszystkie zadania poboczne były dla mnie także zbyt trudne, pokazywały za wysoki dla mnie poziom. Byłem gotowy zmniejszyć poziom trudności na story mode, ale drażniło mnie, że gram swobodnie w niełatwe Dead Cells, a taki casualowy Wiesiek miałby na normalu mnie pokonać?

Nie mając innych pomysłów, postanowiłem w końcu pójść w pole i sprawdzić znaki zapytania na mapie, czego zwykle nie robię, bo rzadko jest tam coś ciekawego. Zbliżałem się na tyle, aby zobaczyć poziom przeciwników i spieprzałem, gdy był zbyt wysoki. I oto po może ośmiu takich akcjach zakończonych zwycięstwem wilkołak przestał stanowić problem.

Satysfakcja była niemała, a później grało mi się w zasadzie zupełnie bez problemu. Moim zdaniem to problem w projekcie gry, że staje się ona trudniejsza na początku, a później łatwa, bo wiele osób może się od tego odbić.

Warto mieć na uwadze, że deweloperzy gier casualowych wiedzą, iż spore grono odbiorców ich produktów to ludzie nie mający aż tak wiele czasu i dopasowują poziom normal w taki sposób, aby osoba zręcznie posługująca się padem nie miała zbyt wielu frustracji, bo się odbije. A jeśli ktoś gra dla samej fabuły (story mode), to gry - poza pojedynczymi wyjątkami - nie są najlepszymi dziełami popkultury, w których zachwyca fabuła.

1 polubienie

Powiem tak, kto grał za dzieciaka w Kapitana Pazura ten gry na hardzie się nie boi.

Generalnie staram się wybierać rozsądnie najwyższy poziom trudności, tj. nie wybieram pozimu piekelnie trudnego (jakiś masochista itp.). No chyba, że chcę wbić platynę :trophy: (nie żadnego “calaka” jak to mówią xbox’sowcy. Jak to w ogóle brzmi :clown_face: Platyna brzmi dumnie.). A hard bo lubię mieć to poczucie satysfakcji z pokonania jakiegoś bossa (tutaj Dark Souls król. Nic nie pobiło pokonania Ornstein’a i Smough’a za 43 razem)

no i chcę , żeby gra dała mi możliwość wykorzystania swoich mechanik. Nie lubię gdy zaczynam być w grze maszyną do zabijania i mogę napierdalać tylko czerwony guzik :red_circle: od napierdalania.

Wiedźmina 3 na najwyższym poziomie: Droga ku zagładzie był spoko, trzeba było faktycznie zastanowić się nad swoim buildem, używać odpowiednich znaków, olejów, eliksirów i pozwalało to faktycznie wczuć się w skórę Geralta, ale niektórzy bosowie stają się na tym poziomie przegięci i niesprawiedliwie trudni.

Zdarza mi się zejść do normala kiedy gra nie za bardzo podejdzie mi gra gameplay’owo czy fabularnie. Ostatnio był to God of War - wszyscy chwalą, ale ja jakoś nie czułem tej mechaniki i nie miałem ochoty na jej zgłębianie, wieć bez cienia żenady zszedłem do normala. Podobnie z Asassin’s Creed: Origins. AC Odysey bardzo mi siadł zrobiłem na 100% na najtrudniejszym poziomie, a Origins nie porwało mnie ani historią, a szczególnie drewnianym systemem walki więc zeszłem chyba nawet na easy żeby jak najszybciej przebrnąć przez fabułę.

Moje ulubione najtrudniejsze poziomy trudność to te w serii The Last of Us. I moim zdaniem błyszczą te gry na najwyższych poziomach trudności które stanowia dużą wartość dodaną. Nie tylko wymagają od gracza myślenia, używania całego arsenału przedmiotów, oszczędzania ich, ale też wzmacniają odbiór i klimat całej produkcji. Można naprawdę poczuć bezwzględność, niebezpieczeństwo tego świata. I bardzo mi się podobało poczucie takiego zaszczucia, którego w żadnej innej grze nie doświadczyłem. Na duży plus też w TLoU Part II można dostawać poszczególne elementy poziomu trudności np.: podbić ilość materiałów aby mieć szeroki wachlarz narzędzi zagłady, ale podbić obrażenia i agresję przeciwników.

Dobra widać chyba po której stronie barykady stoję, i nie powiem troszkę się zawiodłem Panowie słuchająć podcastu, ale: no hard feelings. :black_heart:

PS: Pytanie, może do następnego odcinka. Jak u was z platynowaniem gier? Zdarzą wam się czasem złapać tę chorobę?

2 polubienia

A ja inaczej - dla mnie gra ma być rozrywką typu “film”. Jak nie ma ciekawej historii to wyłączam i szukam czegoś innego.
I w związku z tym nie może być za trudna, bo ma być filmowo, a nie 43 podejście do tego samego Bosa.
Dlatego ja często easy/normal (zależy jaki jest najniższy) bo staram się nie brać najłatwiejszego ale jeden wyżej.

Wyjątkiem jest Gears of War (wszystkie części) które najpierw przechodzę sam na normal a później online że szwagrem rypiemy na maksymalnej trudności. Ale online to zupełnie inna gra.

Jest to sentyment, pod ktorym mogę się podpisać. Filmy lub seriale są chyba w to lepsze.

1 polubienie

No więc moja optyka na ten temat jest zgoła inna. Uważam się za dość skillowego gracza (Ornstein i Smough za pierwszym razem, o ile to jakiś wyznacznik), dlatego wszystkie gry gram z reguły na najwyższym poziomie trudności, tak Assasyny, czy teraz HZD. Gry stanowią dla mnie formę relaksu, ale takiego intensywnego, średnio mnie obchodziło fabuła, a zadania poboczne to już w ogóle. Nie lubię gdy gra nie daje mi żadnego wyzwania, a gdy ginąłem w Sekiro na bossie, to z każdą kolejną próbą dochodziłem “dalej”, przez co gra mnie de facto nagradzała.

Edit@ Oczywiście kompletnie rozumiem gdy ktoś gra na normalu czy easy, każdego to osobista sprawa. Po prostu nie każda gra jest Wiedzminem 3, gdzie zwiedzanie świata jest naturalną sprawą, ponieważ szukamy Ciri, a zadania poboczne są świetne. Wtedy też granie na wysokim poziomie sprawia jeszcze większą frajdę.

1 polubienie

w 1/2 Horizona miałem dość, gdy ciągle ginąłem, bo przypadkiem wlazłem na jakiegoś mocnego stwora, co do którego zapomniałem taktyki, i (stety niestety) resztę gry przeszedłem na easy/story, bo interesowała mnie bardzo fabuła, ale nie miałem aż tyle czasu, by tracić go na powtarzanie walk…

Nie ułatwia również sprawy (zapewne), że głównie gram po nocach (23:00-03:00), więc może i z moją koncentracją być już nienajlepiej, dlatego poziom normal w Horizonie wydawał się za trudny…

EDIT i to jedyna w sumie taka gra, w której zmieniałem poziom, bo wszelkie Unchartedy i Tomb Raidery przechodziłem na normalu bez problemu…

to jest z jednej strony ważny i ciekawy aspekt, z drugiej strony doczytywanie rzeczy w dzienniczkach i menusach kojarzy mi się bardziej z RPG niż akcyjniakiem TPP i gdyby nie (serio ciekawa) fabuła i poziom easy, to bym się odbił od H0D…

Powiem szczerze, że lekko się Andrzejem i Orzechem podłamałem. :slight_smile: Domyślnie na “easy”.

tenor

“Jak interesuje Was ‘historia’, to oglądajcie filmy, seriale - a najlepiej czytajcie książki” :wink: :wink:

Ale szczerze mówiąc, to mnie zaskoczyliście. Mocno. Nie wiem, czy to dlatego, że ja zaczynałem w latach 90tych i Prince of Persia nie miał poziomów trudności (nie miał też savów), ale zejście z domyślnego poziomu na niższy zawsze traktuję jako pójście na łatwiznę czy małą porażkę.

I piszę to jako typowy casualowy gracz, który pierwszą konsolę w życiu kupił 2 lata temu (PS4 pro), a czasu na gry przy dwójce dzieciaków jest jak na lekarstwo. Do dzisiaj pamiętam jak 4 godziny starałem się pokonać typa w Wiedzminie 2, który co chwilę krzyczał “Trebusze!” (do dzisiaj pamiętam). Potem były momenty, gdy było słabo: wspomniany Wilkołak w Wiedźminie 3, czy pierwszy boss fight w Batman Arkham Night, gdy ulepszenia pakowałem w postać, a nie w auto. Następnie lekkie zdziwko, że pierwsza walka była w 100% prowadzona autem. Tu pamiętam, że dwa wieczory (z 6 godzin) podchodziłem do tematu, ale się udało. Nie muszę pisać jaka frustracja była z tym związana, ale nagroda? Jak po przejściu niektórych gier - wyłączając konsolę i wychodząc z pokoju ledwo się w futrynie zmieściłem :).

A teraz, trochę z innej beczki. Czy grając w nową grę sprawdzacie wcześniej “czego nie pominąć”? Chodzi mi tutaj zarówno i eastereggi czy “powerupy/znajdżki”?

Kiedyś sprawdzałem wszystkie dostępne “atrakcje” przed rozpoczęciem gry - takie trochę FOMO wjeżdżało. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że radość z odtworzenia potem tych kroków w grze jest niewielka. Na pewno nieporównywalna z momentami, gdy trafiam na nie sam. Dlatego wolę odkryć/znaleźć 20% możliwych rzeczy, ale doświadczyć je w 100% :slight_smile:

Albo grajcie w gry że scenariuszem xd

I po co tyle stresu sobie generować jak gry mają być rozrywką? Życie jest wystarczająco stresujące by sobie samemu dokładać.

Ani wcześniej ani w trakcie :joy:

5 polubień

Zdarzyło mi się wielokrotnie podchodzić do nowej gry znając jej wszystkie spoilery, w tym zakończenie, bądź przynajmniej główne plot twisty fabularne (do filmów i seriali z resztą też);
po pierwsze i tak się nie wczuwam w gry (ani filmy) tak, żeby się wzruszyć, czy płakać przez fabułę;
po drugie nawet jak wiem jak coś przebiegnie, to wiem tylko w swojej wyobraźni, a egzekucja tematu przez twórców jest zawsze inna i zazwyczaj ciekawsza - to tak jakby oglądać film na podstawie książki, którą się czytało i zna zakończenie…

ja bym już po 1h odłożył grę na pół roku, albo na nigdy…

…albo przełączył na Easy/Story, zrobił to w 5 minut i wrócił grać na normalu…
Jedyne gry, gdzie mam siłę coś powtarzać to jakieś wyścigowe bądź THPS, gdzie sesja trwa 2-kilka minut, a samo jej zrestartowanie trwa chwilę…

Jak się nie ma czasu, to go szkoda, bo tak jak Pan Martin powiedział:

EDIT

Nie było też za dużo gier do wyboru, więc można i trzeba było grać do oporu w to co się miało, zamiast szukać czegoś, co pasowało bardziej…

Sa momenty w grze, gdy można bezpowrotnie coś ominąć, a może to dać wymierne korzyści (nie mówię o achievementach) i w takich grach czasem warto rzucić okiem do przodu, żeby potem nie tracić czasu na wracanie i powtarzanie etapów…

1 polubienie

Robię to i to, i to, i to.

Też w to grałem.

Mówiąc delikatnie, nie przepadam za takim podejściem.

Grałem w DLC do Batmana, w których trzeba było czyścić mapę z przeciwników. W dodatku Rzut Monetą, gdzie na końcu była horda pomocników Two Face grałem w to non-stop 2 godziny powtarzając po każdej śmierci. Kilkukrotnie chciałem rozwalić pada. Ale stwierdziłem, że jestem tak daleko, że docisnę i będę miał satysfakcję. Przeszedłem to w końcu. Nabluzgałem, powiedziałem, że nie warto. Nie wróciłem do żadnego innego dodatku z Batmana. Więc nawet dostając tę nagrodę, o której wspominasz, uznałem, że nie warto. Ergo - to nie sport dla mnie.

Zwykle robię to po grze lub jak zacznę i ją już poznam, aby zobaczyć np. jaką umiejętność warto rozwinąć.

Rozumiem, choć dla mnie to za dużo. :slight_smile:

Wczoraj skończyłem remaster THPS2 na 100%. Ostatni poziom w Meksyku to była totalna rzeźnia, ale wywaliłem combo na 450+k punktów i zająłem pierwsze miejsce. Takie rzeczy uznaję za warte zachodu i dają satysfakcję, bo są robialne i w zasięgu. Przynajmniej dla mnie.

4 polubienia

Dopóki nie oznacza to pojazdu po ludziach grających na easy to spoko. Po to mamy tyle poziomów trudności, żeby każdy mógł się dobrze bawić. Dla mnie poziomy trudności to to samo co gatunki gier, rodzaje filmów czy systemy operacyjne. To, że ktoś lubi jeden to nie znaczy, że ktoś inny nie może woleć innego.

3 polubienia

Tak w temacie

5 polubień

No bo o to w tym wszystkim chodzi. Moja dziewczyna nie ogarnia ruchu kamerą gdy gra na padzie, dlatego pyka sobie na story mode w co się da. Ja gram na hardzie i nie mam z tym problemu, a w zasadzie to mnie cieszy. I tak jak jeden kolega wyżej napisał, fabuła w grze często kuleje i ja się TOTALNIE pod tym podpisuje, bo nic mnie tak nie wkurza jak np. AC: Origins, gdzie Bayek szuka zemsty, ale w międzyczasie znajdzie chwilkę na pomoc w odnalezieniu zaginionej figurki dla randomowego typa. I tu wchodzi poziom Koszmar, cały na biało, i z gry 5/10 robi się 6/10 od kopa.

1 polubienie