Kącik finansowy

Widziałem że sporo z Was interesuje się finansami typu budżet domowy (pozdrowienia dla waszych Dyrektorów Finansowych) a dla części może to być nowy temat. Jakiś czas temu w Shufflecascie chlopaki wspomnieli o Marcinie Iwuciu, co zmobilizowało mnie do subskrypcji jego podcastu, i doprowadzilo do zakupu jeg ksiazki “Finansowa Forteca”. Zawsze jak do jeza podchodzilem do wszeelkich tego typu guru finansowych, wiec tu tez trwalo chyba z rok zanim sie przekonalem, ze gosc mowi calkiem o rzeczy. Ksiazka tez mi sie spodobala, wiec z checia poznalbym wasze podejsce do finansow osobistych. U mnie do tej pory bylo to dosyc slabo zorganizowane, bo choc nie tone w dlugach, to nie mam tez duzych oszczednosci, a latka leca :wink: Ciekaw jestem, czy ktos z was tez slucha w/w podcastu, byc moze ma ta ksiazke i opinie na jej temat.
Dodam, ze nie chcialbym wchodzic w swiat finansow bardzo gleboko, typu “porownanie najlepszych ETF w ostatnim dwudziestoleciu”, albo “najlepsza strategia do zarabiania na RahimCoinach”, tylko raczej czy stosujecie jakies bardziej sformalizowane podejscie do finansow, i jak ono wyglada.

3 polubienia

może nie mam dużego doświadczenia, bo to rodzice mnie finansują aktualnie na studiach, ale powiem jak to u mnie wygląda:

  1. Kasa na opłaty itp jest odłożona zawsze - na początku miesiąca akademik, a telefon przez Revoluta
  2. zakładam sobie tygodniowy budżet. Ale to nie tak, że jest sztywny - mając X pieniędzy próbuję ogarnąć życie za 70%X, ale jak się wywalę to nic się nie dzieje, bo to tylko nadwyżka
  3. Moje inwestycje jeszcze nie istnieją poza zarobieniem jakiejś złotówki na altcoinach przez revoluta
1 polubienie

U mnie dopóki nie kupię mieszkania jest tak:

  • Mam odłożoną poduszkę na 6 miesięcy kosztów stałych
  • 60% wypłaty idzie na konto oszczędnościowe z celem na własne mieszkanie, które chcę kupić do maksymalnie połowy przyszłego roku (na razie nie ma nic interesującego na rynku :pensive:)
  • Z pozostałych pieniędzy 5% idzie na drugie konto oszczędnościowe gdzie zbieram na jakieś swoje zabawki typu iPad czy felgi do samochodu
  • Reszta idzie na sprawy bieżące

Każda podwyżka którą w ostatnim czasie dostaję też idzie od razu na konto na mieszkanie. Jak uda mi się je kupić, to będę chciał je jak najszybciej spłacić. Wtedy wszystkie nadwyżki gotówki pójdą na nadpłaty kredytu. Po spłaceniu mieszkania na pewno zacznę inwestować w ETF. Oprócz nich, rozważam też obligacje w zależności od tego jak będzie to opłacalne w danym momencie.

5 polubień

A czytał ktoś “Finansowy Ninja” Szafrańskiego i poleca?

Czytałem!
Ale jeśli czytałeś jego blog, czy nawet słuchałeś podcastu, to raczej nie znajdziesz tam nic odkrywczego

2 polubienia

Po co? Czasami to bez sensu :grinning:
Ja brałem kredyt w 2012 gdy oprocentowanie było wysokie wiec marże były niskie - aktualnie przy stopie procentowej jaka mamy nie opłaca mi się spłacać kredytu szybciej, bo nigdzie nie będę miał tak tanio gotówki jeśli będę jej potrzebował - lepiej inwestować niż kredyt spłacać :joy:

2 polubienia

Może i tak, ja po prostu mam taką wewnętrzną chęć posiadania swojego mieszkania. Takiego, o które nie będę musiał się martwić gdy w najgorszym wypadku stracę pracę. Nie oznacza to wcale, że kupię wtedy drugie :wink:

Co to Ninjy - ja czytałem. Może na blogu wszystko to jest, ale tam jest wszystko uporządkowane krok po kroku. Dodatkowo na plus forma papierowa.

2 polubienia

Moje podejście do finansów jest następujące:

Przez lata kiedy zaczynałem zarabiać więcej nie zwiększyłem nigdy konsumpcji w tempie przyrostu wynagrodzenia tylko dużo wolniejszym. Na ogol staram się, aby wszystkie koszty łącznie z zachciankami nie stanowiły więcej niż 30% budżetu domowego. Jak chce coś ekstra to muszę ekstra zarobić.

Oszczędności płynnych na bezpiecznym depozycie mam na 24mc. Reszta ro inwestycje zdywersyfikowane bardziej i mniej płynne te pierwsze to jakieś złote sztabki małej gramatury, a ostatnie to nieruchomości.

Całość jest pochodną mocno - w mojej ocenie - racjonalnego gospodarowania pieniędzmi

4 polubienia

Wszystko zależy od tego ile zarabiasz i ile masz kosztów stałych.
Nie ma idealnego przepisu, bo każdy ma inną sytuacje - ciężko jest wydać 30% dochodu jak koszty stałe (czynsz, opłaty) wynoszą 100% twojej pensji i dopiero druga osoba w domu pozwala na posiadanie kasy na zjedzenie czegokolwiek w miesiącu.
Z drugiej strony ktoś, kogo utrzymują rodzice nie ma problemu z odkładaniem kasy która sobie zarobi, bo jego koszty stałe są zerowe :grinning:
No i wszystkie przypadki pomiędzy skrajnościami :joy:
Podobnie jest z oszczędnościami - kasa na 6 miesięcy życia we Wrocławiu może dać 24 miesiące życia gdzieś na ścianie wschodniej :joy_cat::onion:

A co za różnica czy masz 100k odłożone czy 24k? Jeśli Twoje koszty życia właśnie to 1k to styknie Ci 24k na 24mc. Chodzi o to, ze jak stracisz prace to masz spokojnie czas na znalezienie tego co jest dla Ciebie ok a nie to co się przytrafi.

7 polubień

Chodzi o to, żeby mnie możliwość w ogóle odłożyć te 24k. A jak wydajesz wszystko co zarobisz to nie masz o czym marzyć.
Wiem co mówię - nie miałem bogatej rodziny, zaczynałem życie z poziomu slumsów gdzie byłem pierwszym pokoleniem urodzonym w mieście, bo nasi rodzice zostali ściągnięci do miasta perspektywami pracy na hucie (piękne czasy socjalizmu). Potem przyszedł rok 1989, zmiany ustrojowe, reformy Balcerowicza i okazało się, że pensje moich rodziców (obojga) nie starczają na życie. I stary zapierdalał na etacie by po pracy iść robić fuchy by starczyło na życie, wiec wątpię by miał w głowie myśl o utrzymaniu sobie poduszki na dwa lata, bo jego oszczędności nie istniały.
O to mi chodzi - dla każdego rada będzie trochę inna, bo każdy ma inne warunki wyjściowe.
Ja w życiu nie miałem takiej pensji by stałe koszty (rachunki i życie) bez wygłupów dawały 30% pensji. Raczej cieszyłem się jak mi 30% zostało, bo bywały czasy kiedy zapisywałem się na kurs angielskiego dla początkujących finansowany przez pup tylko dlatego, że w ramach kursu było śniadanie i lunch wiec miałem zapewnione dwa posiłki dziennie (i były to jedyne moje posiłki).
Staram się mieć odłożone na pół roku życia ale aktualnie, po przeprowadzce i kosztach umeblowania mieszkania znów jestem na zero i zaczynam od nowa, więc ciagle mam świadomość, że dla wielu osób wizja oszczędności na dwa lata życia jest równie realna jak UFO.

12 polubień

Tak jak wciąż na świecie są bezdomni i narkomani. Myślę że nie popadajmy w skrajność. Ktoś kto jest na tym forum raczej nie należy do takiej grupy i nie czyta tego wątku. Oczywiście nie ma uniwersalnego przepisu dla każdego, więc te 30 procent nie każdemu spasuje. Znam ludzi którzy np jadąc do pracy za granicą odkładają każdy grosz jedząc gruz, a sa tacy co się dobrze bawią i przywożą tylko dobre wspomnienia. Nie chciałbym tu wartościować co lepsze, raczej skupić się na tym, co zrobić z pieniędzmi, ktore już mamy i np leżą na koncie czy lokacie. Ja sam przez lata nie zwracalem na to większej uwagi i uważam to za błąd, który teraz chce naprawić.

Jestem młody, bez zobowiązań, bez problemu mógłbym mieszkać z rodzicami gdybym utopił całą kasę. Oprócz takich podstaw finansów jak poduszka, odrobina gotówki na najczarniejszą godzinę, to ciężko mi zagospodarować oszczędności, wychodzę z założenia, że teraz jest czas na agresywne działania więc w grę wchodzi inwestycja w jakieś poboczne biznesy, ale nadal nie jest to na tyle duża kasa, żeby mieć w czym wybierać. I takie to mam dylematy, a pieniądze siedzą w banku na 1% XD Co robilibyście mając - powiedzmy - kilkadziesiąt tysięcy do zagospodarowania? Oczywiście nie chodzi mi o bezpośrednie porady, ale może coś mnie zainspiruje :sweat_smile: Tylko pls bez “inwestycji w siebie”, to mi opłacają w pracy :smiley:

jak coś to pierwszy mówię: yolo, kasyno i wszystko na czarne :money_mouth_face:

Jakiś procent oszczędności warto zamienić na koszyk walut. Nie ma bata, radosna działalność finansowa obecnej ekipy rządzącej na dłuższą metę przełoży się na mocne tąpnięcie kursu złotówki :unamused:

W pierwszej kolejności trzeba zbudować poduszkę finansową na czarną godzinę. Potem można planować nowe działania.

Co do tego co piszesz @Martin_Fox to jasne. Mnie tez nikt nic nie dał, ale zamiast marnować czas to się dużo uczyłem przez co z pracą problemu nie mam bo umiem wiele.

W dzisiejszych czasach wszystko jest w zasięgu ręki. I tak np chciałem się doszkolić w zupełnie obcym temacie. Dziecko mi się urodziło, ja w Singapurze pracowałem po 12-14 h, a mimo to codziennie o 22:00 jak synek szedł spać siadałem do nauki do min 01-02 AM. Po roku nabyłem nowe umiejętności. Czy byly mi potrzebne? Do kariery nic a nic, ale chciałem tę nową rzecz umieć i osiągnąłem cel.

Dzisiaj masz dostęp do wiedzy zewsząd. Trzeba skorzystać z tego. Wiec pisanie, że nie starcza… No spoko wiesz jak korzystać z netu to zrób coś żeby starczało.

6 polubień

Dlatego pisałem, ze to skrajny przykład ale jako przykład może być :joy:

Jeśli chcesz uciec od systemy bankowego, który nie jest pewny w razie kryzysu to polecam monety bulionowe, najlepiej złote, a jak wolisz drobniejsze sumy to srebrne.

Ja drążę temat już od kilku lat - głównie za sprawą Michała Szafrańskiego i Marcina. Na szczęście pozycja startowa była o tyle dobra, że nie wisiał nade mną żaden kredyt, ani większe zadłużenie.

Aktualnie wygląda to tak:

  • co tydzień krótkie podsumowanie wydatków - spisuje rachunki (trwa to 10-15 min)
  • co miesiąc: podsumowanie większe - na co wydawałem, gdzie można zoptymalizować, ale też planuje wydatki na kolejny miesiąc. + dwa dni później spisuje przychody dodatkowe, odsetki, Adsense itp. Kolejnego dnia przerzucam środki na dedykowane konta (trwa to około 1h max)
1 polubienie

Na początku każdego miesiąca robię sobie rozpiskę z planowaniem wydatków. Pomocny jest szablon od Michała.
Na żywo spisuję każdy wydatek w iFinance4 i dodatkowo co piątek w jeszcze raz w arkuszu.
Pod koniec miesiąca analiza: co, za ile, i dlaczego tak drogo :slightly_smiling_face:.

1 polubienie

U mnie jeśli chodzi o technikalia to jest dość prosto:
Money Pro jest podstawą prowadzenia “dokumenatacji” - w aplikacji mam zdefiniowane wszystkie stałe wydatki, dzięki czemu od razu pierwszego widzę ile pójdzie mi w danym miesiącu na opłaty, raty itp. i ile zostanie na inne rzeczy (wiem ile wpłynie w danym miesiącu więc dość łatwa matematyka :P)
W stałych opłatach mam też wliczone inwestycje stałe (takie które zwiększam małymi kwotami, ale regularnie np. obligacje).
Wydatki są dodawane regualnie, dzięki czemu wiem ile z pozostałej kwoty poszło w danym momencie miesiąca a ile pozostało i jak mam miesiąc w którym mam dodatkowy zastrzyk gotówki (jakieś dodatkowe zlecenie itp.) to inwestuję więcej (najczęściej tu wchodzą jakieś inwestycje obarczone większym ryzykiem, ale też o potencjalnie większym zysku :P)
No i tak się to kręci.

PS Nie korzystam z automatycznej synchronizacji aplikacji z moimi bankami, bo nie chcę - wolę wpisywać każdy wydatek ręcznie, wtedy mam większą świadomość tego ile mi poszło a ile zostało.

A jak śledzisz inwestycje? Bo oprócz tego że kurs walut czy akcji zmienia się co chwilę, to też co miesiąc pewnie dokupujesz aktywa. Czy sprawdzasz regularnie, czy tylko czasami, jak jest Twój stan posiadania np w złotówkach?